Dzień za dniem

3 kwietnia 2013

Dzień za dniem Czas mija – nie mamy co do tego absolutnie żadnych wątpliwości. Mija sobie dzień za dniem. Dni są różne. Większość z nich jest podobna do siebie – skoro świt z trudem zwlekamy się z łóżka, mając nieodpartą ochotę zlinczować budzik, idziemy do pracy, gdzie spędzamy znakomitą większość naszego dnia, po czym wracamy, robimy w domu to, co zrobić musimy, kładziemy się spać i następnego dnia rano znowu wszystko na tę samą modłę. I tak przez pięć dni w tygodniu, aby do piątku, bo w piątek po pracy jest już weekend. Weekendowe dni – sobota i niedziela – mają jednak niestety tę przykrą przypadłość, że zlatują zdecydowanie zbyt szybko. Po weekendzie znowu wpadamy w monotonny, powolny i straszliwie rozwlekły rytm roboczego tygodnia, i tak znowu upływa nam pięć dni, dzień za dniem, pomału i bardzo pracowicie. Dni sobie mijają, jedne przynoszą nam wiele drobnych radości, o innych zaś mówimy, że są takie, iż najlepiej będzie bardzo szybko o nich zapomnieć – im prędzej, tym lepiej. Tak upływa dzień za dniem.